czwartek, 30 stycznia 2014

30.01.2014r.

Nie łatwo być idealną dziewczynką. Wiem z własnego doświadczenia. Kiedyś może byłam bliżej tego pozornego ideału, ale teraz? Ha. To wszystko to stek bezwartościowych bzdur, którymi mydlę wszystkim oczy. Kto by pomyślał, że w chwilach totalnej głupawki, którą wbrew woli innych dzielę się z nimi, jest moment oderwania się od tego całego codziennego gówna. Kto by zgadł, że kiedy potrafię się śmiać i komentować, nawet trylogie 50 twarzy Greya, sama mam ich niezliczenie wiele i niewiele osób chciałoby je poznać.
No bo co byście pomyśleli o dziewczynie, która ma idealną średnią, pozornie żadnych problemów w domu, teoretycznie nie powinna być zakompleksiona, ma wygląd 'aniołka' i te wszystkie duperele?
A jeśli:

- idealna średnia jest podszyta zepsuciem psychiki przez członka rodziny, który przelał swoją chęć bycia najlepszym na 8-letnią dziewczynkę, która obecnie ma tak wypaczoną hierarchie wartości, że nie pozwala sobie na złe oceny, bo wyniszcza ją to od środka?
- za pozornym brakiem problemów w domu czają się codzienne kłótnie o błahostki, które są aż żałosne, a jedna z najważniejszych osób ma problem z przepracowywaniem się?
- teoretyczny brak powodów do kompleksów próbuje być zagłuszony przez ciągłą głupawkę, ponieważ tak niska samoocena jaką ma sprawia, że co dzień zmaga się z przeświadczeniem, że nie zasługuje na to co ma, że traci ludzi na których zależy jej najbardziej, bo uważają ją za bezwartościową i z beznadziejnych powodów takich jak nikłe różnice między nimi, odsuwają ją od siebie?

- wygląd 'aniołka' kryje za sobą upadłego anioła, który nie ma siły wstać? Który nie powinien wstać? No bo który anioł pozwala sobie na to co ona? Anioły nie kłamią, ona w sumie też. Ona po prostu o tym nie mówi. Bo nawet przyjaciółki nie były z tego zadowolone. 
Nie jestem ideałem, a za każdym razem kiedy to mówię, ludzie patrzą się na mnie jakbym spadła z nieba. W sumie tak też można. Grzeczna Candice już nie jest grzeczna. I nigdy nie będzie.

Na coś trzeba umrzeć, a nie jestem z tych, którzy chcą umrzeć z przemęczenia czy nudy. Coś musi się dziać.

Peace, Candice.


środa, 29 stycznia 2014

29.01.2014r.

Od razu przepraszam za tak długą nieobecność... ;c
Moja droga Kate upomniała mnie za moją niedyspozycje twórczą, a więc jestem.
Moje życiowe rozkminy przez ostatnie 10 dni, leżały i kwiczały, ale może się podniosą. Miałam zarówno dobre jak i złe dni. O, i zaczęłam ćwiczyć! To dla mnie nowość, tak regularnie. Trzymajcie kciuki.
Problem chodzący na dwóch nogach zniknął, ale niestety mój strasznie wysoki poprawiacz humoru także... ;c
Z innej beczki: zapewne dużo z Was ma albo miało przyjaciół. Tak to jest, ludzie są a potem odchodzą. Do myślenia dały mi słowa:





A teraz będę na tyle wredna by kazać Wam samemu przetłumaczyć tekst. W pewnym sensie zgadzam się ze słowami, a piosenka strasznie mi się podoba.
Dobra jedziemy dalej.
Czym byłby dzień bez szkoły? W pewnym sensie dniem udanym, ale z drugiej strony nie do końca, ale nie o tym teraz. Rozwala mnie system naszego szkolnictwa. Raz mamy strasznie dużo roboty, a raz wracam do domu i nie wiem co ze sobą zrobić. Kiedy w magiczny i niezwykle cieszący mnie sposób, na mojej półce nocnej pojawiają się książki, które chcę przeczytać, nagle materiał mnie przytłacza. A kiedy nie mam nic do czytania, to nie mam tez ani nic zadane, ani zbyt trudnego materiału nie omawiam. Mogłabym to zwalić na złośliwość rzeczy martwych, ale nie wiem czy do końca to by się do tego zaliczało.
Zmieńmy kanał. Będę dzisiaj tak skakać.
Wkurza mnie fakt, że nie wiadomo co o kim myśleć. Głównie w mojej głowie krążą chłopaki, których się nie ogarnie, bo... bo to chłopaki. Normalnie jakby faktycznie z Marsa pochodzili, no ludzie! Jakby każdy był inny, a jednak taki jak wszyscy, weź tu się połap o co takiemu może chodzić. 
Teraz tak na oderwanie się od rzeczywistości polecę wszystkim wszem i wobec i w ogóle... proszę o werbel... SZEPTEM! Becca Fitzpatrick jest moim nowym ziomalem, także poluję na kolejną część, jak tylko skończę Diabelskie Maszyny Cassadry Clare.
Peace, Ax.




niedziela, 19 stycznia 2014

19.01.2014r

W Internecie jest wszystko, ale jak kurde czegoś potrzebuje w sensie bardziej praktycznym, to akurat nie mogę znaleźć.
W tym roku staję przed niesamowicie trudnym dylematem: muszę wybrać szkołę ponadgimnazjalną.
Pozytywem jest to, że zdecydowałam się na liceum. Ale kurde! Wybiegłam w niesamowicie daleką przyszłość związaną ze studiami i nagle mój idealny plan leży i kwiczy! Ughh... 

A tak z większych rozkmin: czytam sobie książkę Demi Lovato. Przeczytałam notkę na jutro, którego się trochę obawiam, tyle się może wydarzyć! Boję się z powrotem wkręcić, a wiem że to mnie cały czas goni. Jak tak dalej pójdzie, znowu będę żałować. Już nawet nie wiem jak odbierać niektóre zachowania chłopaków. Rozkminia może ktoś działanie ich poszufladkowanego mózgu? (nie wnikajcie, serio) Jeśli tak, to dajcie znać. Serio, I need help, now!
Może tak wracając do tematu, wszyscy idźmy za słowami Demi:

"Idź dziś za głosem swego serca."

A więc życzę Wam powodzenia w słuchaniu serca i mam nadzieję, że myśli ono racjonalnie :)
Peace, Ax.

piątek, 17 stycznia 2014

17.01.2014r.

Złapało mnie takie przygnębienie. Jestem sama więc nikt nawet nie zwróci uwagi, bo jutro już będzie 'dobrze'. Ale spójrzmy prawdzie w oczy: nie będzie dobrze. Kiedy o tym myślę, na końcu wkrada mi się 'nigdy', którego sama się boję. A jeśli to prawda? Jeśli ja odbieram świat zupełnie inaczej niż powinnam? Może faktycznie urodziłam się nie w tej epoce co trzeba?
Jedyna osoba, która mogłaby poprawić mój humor na dłużej, nie zrobi tego. Właśnie się w tym przekonaniu utwierdziłam.


Nic na świecie nie jest mi dane na zawsze. Pamiętajmy o tym.

Dziękuję Bogu przede wszystkim za trzy osoby, które jeśli to czytają i wiedzą, ze to ja, z pewnością zdają sobie sprawę, że o nich mowa. Mam nadzieję, że to właśnie one są wyjątkami od reguły i są na zawsze. 
Mam osobę, z którą pisałam kiedyś co dzień i kiedy jej nie było, strasznie mi jej brakowało. Teraz potrafię usiąść obok i się nie odezwać. Czas robi z nami co chce. Czasem trzeba walczyć z radością wypychającą się na zewnątrz by znowu nie 'wpaść' w to samo. Ciężko, ale da się zrobić. Trzeba wierzyć.
Takie jest moje zadanie na dziś. Będę wierzyć, że będzie dobrze. Będę czekać na to co przyniesie mi los. A jakie jest wasze zadanie?
Peace, Ax.

środa, 15 stycznia 2014

15.01.2014r.

Od razu przepraszam za brak wczorajszej notki! Byłam trochę... zajęta :)
Dzisiaj na polskim była ostra rozkmina na temat wartości przyjętych przez dzisiejsze społeczeństwo. Muszę przyznać, że świat schodzi na psy. Jakby to powiedziała moja ulubiona pani od polskiego: świat odwróconych wartości. Taka prawda, coraz wyżej w naszej hierarchii stoją pieniądze, a coraz niżej wartości moralne czy rodzina. Ludzie! Weźmy się w garść! Tak nie może być! Pokażmy, że 'pokolenie internetu' też potrafi wnieść coś pożytecznego!
Mogę podać przykład:
wszech obecnie panuje wolność słowa, prawda? To czemu wstydzimy się wypowiedzieć na głos sowich myśli, które czasem są słuszniejsze niż głos społeczeństwa? Jestem pewna, że wśród was jest co najmniej parę osób, które myślą podobnie jak ja i nie są przedstawicielami obecnego pokolenia, które niedługo zapomni jak wygląda normalna książka. 

Nie wstydźmy się wyrazić własnej opinii na jakiś temat. To nasze myśli, uszanujmy je, dajmy im wyjść na świat.

Nie mówię tego od tak sobie. Ostatnio sama zaczęłam mówić co mi przyjdzie na myśl. Po co wszystko w sobie tłumić? Albo jeszcze lepiej: okłamywać innych bądź szerzyć poglądy nie zgodne z tym co naprawdę myślimy?
Mogłabym tak jeszcze długo, ale czeka mnie praca do napisania.
Tak na poprawę ewentualnego złego humoru: >>KLIK<< Mnie wprawia w niezwykle pozytywny nastrój ;)
Peace, Ax.

poniedziałek, 13 stycznia 2014

13.01.2014r.

Uff... skończyłam odrabiać lekcje. Jest moc! Ale myśl, że czeka mnie jeszcze tyle nauki sprawia, że coraz bardziej mi się nie chce.
Największy problem widzę w tym, że muszę się uczyć czegoś co nigdy w życiu mi się nie przyda. Uczę się o rewolucji francuskiej, a nie mam pojęcia w jakich czasach żyli moi pradziadkowie. To jest beznadziejne. Tak samo: wiem jak dzielą się komórki, ale nie mam pojęcia jakie leki podać w wypadku takiej choroby czy innej albo jakie są jej objawy. W sumie coś tam o tym było, ale obeszło mnie to. Albo jeszcze inaczej: znam pierwiastek ze 20 czy 144, ale nie umiem odliczyć podatku VAT.
Czemu nie mogą nas uczyć czegoś co nam się przyda?
Rozumiem to całe poznawanie swoich zainteresowań, ale nie można połączyć przyjemnego z pożytecznym?

Uczyć się tego co każdemu się przyda i dzięki tym wiadomością dojść co bardziej nas interesuje?
Idę na humana i nie mam pojęcie kiedy przydadzą mi się ruchy górotwórcze czy erozja ziemi/gleby/whatever.
Trzeba jednak przyznać, że szkoła jest potrzebna. Kopać rowy też trzeba wiedzieć jak.
Takie zadanie na dziś:

Pomyślmy tak na serio: jakby wyglądało nasze życie bez szkoły.

Serio byłoby takie lepsze? Bez szkoły nikt by nie dał rady tego przeczytać. No dobra, część z was posiadałaby jakąś wiedzę przekazaną z dziada pradziada jak to mówią. Ale tyle rzeczy by nas ominęło. Nie zawsze ciekawych, ale niektóre naprawdę potrafią zafascynować. Już nie będę wymieniać co dokładnie, bo nikomu by się nie chciało tego czytać, ale ludzkość potrafi nieźle zaskoczyć swoją pomysłowością i determinacją.
My też potrafimy. Może czas pokazać, że nasze pokolenie jednak nie jest uzależnione tylko od Internetu i potrafi wyjść na przeciw wyzwaniom i zrobić coś niesamowitego?
Peace, Ax.

niedziela, 12 stycznia 2014

12.01.2014r.

Uderzyła mnie pewna sprawa.
Kurde, dla mnie to jest normalne, że zwlokę swój leniwy tyłek sprzed laptopa i pójdę coś zjeść. Mogę zjeść płatki z mlekiem, jabłko, jogurt, ciastko czy cokolwiek innego.
W nocy mam ciepło pod moją fioletową kołderką w sówki i przed snem najczęściej czytam książki, które sobie kupiłam, no bo po prostu chciałam je przeczytać. 

Idę do szkoły i nie wiem w co się spakować: torba czy plecak? Staję przed trudnym dylematem większości kobiet: co tu by tu na siebie dzisiaj włożyć? Nie mam w co się ubrać! A szafa pełna.
Takie zwykłe czynności, a nie każdy może je wykonać. Są tysiące czy nawet miliony ludzi, dla których takie czynności są niemożliwe z powodów finansowych czy też nie. 
Może wszystkie oszczędności wydaje na leczenie swoje bądź kogoś mu bliskiego i nie może sobie pozwolić na luksusy. Właśnie w podobnych sytuacjach pomaga Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy, na którą się dziś wybieram. Osobiście znam dziewczynkę, która nagle zachorowała na cukrzycę. Było to dla mnie straszne. Znałam ją od dłuższego czasu, a tu nagle widzę ją jak co parę godzin czy mniej musi mierzyć cukier. Jej mama powiedziała, że WOŚP im pomógł (czy też inna organizacja tego typu) i dzięki niemu posiadają potrzebny sprzęt. 
Dlatego według mnie wrzucenie nawet złotówki czy dwóch złotych, które dla nas są drobnostką, jest takie ważne. Można w ten sposób uratować komuś życia.

Nie bądźmy obojętni na czyjąś tragedię. Pamiętajmy, że nie każdego stać na życie.

Smutna prawda, ale niestety taka jest rzeczywistość. Rozmawiałam z facetem, który wydawał się dość... jakby to powiedzieć? spoko? Z takim zdrowym podejściem do życia. Ale on był w więzieniu, siedział za ciężkie przestępstwo (nie pytajcie dlaczego odbyła się taka rozmowa, to był wymysł naszego kochanego szkolnictwa i nie rozmawiałam z nim indywidualnie). Sęk w tym, że tacy ludzie jak on, robią coś czasem przez przypadek, są tacy jak my i nagle nie mogą wyjść na miasto z przyjaciółmi, w sumie nie mogą wyjść w ogóle, nie mogą o sobie decydować. Albo jeszcze z innej beczki. Ludzie w niewoli. Może teraz to nie jest tak powszechne (i dobrze), ale spójrzmy chociaż 100 lat wstecz. Z perspektywy całej historii to niewiele. Nasi pradziadkowie też mieli ograniczoną wolność i to nie z własnej winy tylko na przykład takiego Hitlera.

Pamiętajmy, by docenia takie zwykłe rzeczy jak wolność.

Peace, Ax.